Strony

Showing posts with label relax. Show all posts
Showing posts with label relax. Show all posts

Wednesday, November 23, 2016

Złowroga Ostryga poleca - Books for autumn


Mam deja vu. Mniej więcej o tej porze, w zeszłym roku zbierałam się do napisania posta o skandynawskich kryminałach. Dość opornie wtedy mi to szło i pamiętam ogrom ulgi, jaką odczułam, kiedy dobrnęłam do ostatniego zdania. Pamiętam też, że cała ta szarość za oknem zdawała mi się być odpowiednim klimatem do publikowania posta o książkach, do tego w większości dość ponurych (ale bardzo wciągających). Teraz mam podobnie. Im gęściej mży za oknem, tym kocyk i kryminał wydają się właściwszym rozwiązaniem (zaczynam rozumieć cały ten fenomen jesiennych zdjęć rodem z Pinteresta, wiecie, herbatka, kocyk, liście klonu na dywanie, książki, parapecik, te klimaty), a to z kolei nakazuje znowu wrzucić coś z dopiskiem „Złowroga Ostryga poleca”. Zostawiam Was więc z kolejnymi trzema tytułami.

I’m having a deja vu. Last year, around this time, I was going to start writing a post about Scandinavian crime stories. I remember it was really hard for me to get the flow and the relief I felt when I finally finished the note. I also remember that whole that grey aura outside seemed to be a very proper atmosphere for publishing a post about books (not very cheerful ones to be honest, very captivating though). This is exactly how I find it right now. The more heavily  it rains, the more I find blankets and books a right choice. I’m starting to understand the phenomenon of all those fall pictures from Pinterest, you know, hot tea, warm snuggie, maple leaves on a rug and books. All these factors made me feel like I needed to recommend you some goodies again and here they are; three books for autumn evenings: “The Martian” by Andy Weir, “The Bat” by Joe Nesbo and “Lesio” by Polish author Joanna Chmielewska. Enjoy! 

Friday, September 16, 2016

A place to rest - Jastarnia


Zdjęcia z Jastarni czekały na publikację od lipca. Kiedy w końcu zabrałam się za ich obróbkę, postanowiłam, że półwysep zasługuje jednak na kilka słów więcej, niż planowałam początkowo.
Nie wiem z czego to wynika, ale nigdy nie byłam największą fanką morza. Wolałam zmęczyć się w górach, niż leżeć plackiem na cudem wywalczonym metrze kwadratowym piasku, okupionym dzikim sprintem po plaży i szczelnie obstawionym parawanem (żeby jednym!). Mniej więcej tak to widziałam.
Po drugim roku studiów przez miesiąc pracowałam w Jastarni, szczęśliwie we wrześniu, a nie w pełni sezonu. Okolica już się wyludniała, pogoda była jeszcze mocno sprzyjająca, a ja zaczęłam zauważać, że spacer pustą plażą albo oglądanie puszczania lampionów może być całkiem przyjemne. Tak odkryłam, że jednak mam jedno miejsce nad morzem, gdzie zamiast irytować się tłumami i zastanawiać dlaczego ludzie w ogóle tam jeżdżą, ładuję akumulatory i tak totalnie po babciowemu odpoczywam. Ostatnio byłam tam w lipcu, jednak ciągle uważam, że wrzesień to najlepszy czas na takie podładowanie, dlatego czuję się usprawiedliwiona, że publikuję zdjęcia z dwumiesięcznym opóźnieniem. Powiedzmy, że taki był plan.

Photos from my one-day road trip to Jastarnia had been waiting to be posted since July. When I finally initiated editing, it hit me that this topic deserves a few more words than I originally planned.
I kind of have no idea how it’s started but I’ve never been a sea person. I really enjoyed sweating up when hiking in the mountains a lot more than lying idle on the piece of sand I had to fight for. After my second year of university, I got a summer job in Jastarnia. Luckily for me, it was in September and just for one month. The beaches were getting emptier and emptier with every weekend and the weather kept being really favorable to me. Eventually, I stated the walk through the beach or watching the paper lanterns during sunset could be quite pleasant. This is the story that tells how I discovered there is a place by the sea that doesn’t make me wonder what is the reason why people consciously travel there but actually makes me rest a lot (in typical grandma style). The last time I visited Jastarnia was in July, however, I still strongly believe September is a perfect time for this kind of trip, so, I find myself excused for posting these pictures with a two months delay. Let’s say it was the plan from the beginning. 

Friday, August 28, 2015

For the foodies: Grilled Bites




I think, I should've titled this post "Magic of Simplicity", however, I eventually titled it as it was planned some time ago. 
The simplest solutions are usually the best ones. And there is nothing  easier than putting some vegetables and friut on a grill, adding some mint, lemon and honey and sipping your favourite wine in the meantime. Now, when everyone fed up with all this scorching hot around, may finally feel relieved, grilling in the garden can be the hugest pleasure. In some time, the temperatures will be my finest excuse to wrap up in soft blanket, hand something warming up (preferably wine) and wait for those grilled pieces to end up on my plate. 
The best option is to run this ritual in the place that supports cleaning up your mind and getting rid of all the unnecassary thoughts. One of them was a background for these pics (see it here). 

Tak naprawdę powinnam była zatytułować ten post "Magia prostoty", ale słowo rzekło się już jakiś czas temu i są na to świadkowie, więc zostałam przy pierwotnym zamyśle. 
Najprostsze rozwiązania są często najlepsze. A nie ma nic prostszego niż wrzucenie na grilla paru kawałków warzyw czy owoców, skropienie ich sokiem z cytryny z miodem i miętą i popijaniu przy tym ulubionego wina. Właśnie teraz, kiedy wszyscy zmęczeni słońcem mogą wreszcie odetchnąć, grill w ogrodzie może być najprzyjemniejszy - już niedługo będzie można owinąć się kocem, z czymś rozgrzewającym w ręku (najlepiej winem) i czekać, aż dojrzałe, gorące warzywa trafią na talerz. 
Jeszcze lepiej, gdy można przeprowadzić taki mały rytuał w miejscu, które sprzyja oczyszczaniu umysłu ze wszystkich mącących spokój myśli - właśnie jedno z takich było tłem dla tych zdjęć (zobacz je tutaj). 





Dojrzałe gruszki / Grown pears
2 łyżki miodu / 2 spoons of honey
Sok z cytryny / Lemon juice
Świeża mięta / Fresh mint 
Camembert / Camembert cheese




Cut pears in halves, pour some lemon juice, then put some honey and sliced mint on it. Grill  the friut cut side down and change the side after a few minutes. Put the camembert on pears and wait until it melts and combines with the fruit. Et voila! 

Przekrojone gruszki wydrąż, skrop sokiem z cytryny, posmaruj miodem i posyp kawałkami mięty, następnie ułóż je na grillu przekrojoną stroną w dół. Po paru minutach zmień  stronę i ułóż camembert w wydrążonym miejscu. Poczekaj chwilę, żeby się roztopił. Voila!