Strony

Showing posts with label slow life. Show all posts
Showing posts with label slow life. Show all posts

Wednesday, November 23, 2016

Złowroga Ostryga poleca - Books for autumn


Mam deja vu. Mniej więcej o tej porze, w zeszłym roku zbierałam się do napisania posta o skandynawskich kryminałach. Dość opornie wtedy mi to szło i pamiętam ogrom ulgi, jaką odczułam, kiedy dobrnęłam do ostatniego zdania. Pamiętam też, że cała ta szarość za oknem zdawała mi się być odpowiednim klimatem do publikowania posta o książkach, do tego w większości dość ponurych (ale bardzo wciągających). Teraz mam podobnie. Im gęściej mży za oknem, tym kocyk i kryminał wydają się właściwszym rozwiązaniem (zaczynam rozumieć cały ten fenomen jesiennych zdjęć rodem z Pinteresta, wiecie, herbatka, kocyk, liście klonu na dywanie, książki, parapecik, te klimaty), a to z kolei nakazuje znowu wrzucić coś z dopiskiem „Złowroga Ostryga poleca”. Zostawiam Was więc z kolejnymi trzema tytułami.

I’m having a deja vu. Last year, around this time, I was going to start writing a post about Scandinavian crime stories. I remember it was really hard for me to get the flow and the relief I felt when I finally finished the note. I also remember that whole that grey aura outside seemed to be a very proper atmosphere for publishing a post about books (not very cheerful ones to be honest, very captivating though). This is exactly how I find it right now. The more heavily  it rains, the more I find blankets and books a right choice. I’m starting to understand the phenomenon of all those fall pictures from Pinterest, you know, hot tea, warm snuggie, maple leaves on a rug and books. All these factors made me feel like I needed to recommend you some goodies again and here they are; three books for autumn evenings: “The Martian” by Andy Weir, “The Bat” by Joe Nesbo and “Lesio” by Polish author Joanna Chmielewska. Enjoy! 

Sunday, August 28, 2016

Places to see in London - Borough Market


To był piękny przypadek. Stojąc na stacji w Redhill, czekaliśmy na pociąg do Victoria Station, ale wcześniej przyjechał taki do London Bridge. To wsiedliśmy. Na miejscu mieliśmy iść na most, ale zupełnym przypadkiem trafiliśmy na targ. To postanowiliśmy się rozejrzeć. Jak się później okazało, byliśmy już na Borough Market.
Pisałam Wam już (tutaj), że ostatni wyjazd do Londynu był nawet rozplanowany. Pisałam też, że nasze elastyczne podejście raczej biło na głowę to moje nowe, uporządkowane wcielenie, dzięki czemu trafiliśmy w kilka miejsc, których pierwotna wersja planu nie uwzględniała. A Borough Market był najprzyjemniejszym przypadkowym punktem tego wyjazdu.


That was a beautiful coincidence. Standing on a railway station in Redhill, we awaited the train heading to Victoria Station but the one to London Bridge came earlier. So we got on. After we arrived, the plan was to walk toward the bridge. Somehow, we found ourselves in the middle of the market. So we looked around. As it turned out later, we already was at the Borough Market. 
I already told you (here) the latest trip to London was pretty planned. I also told you that my new organized attitude got beaten up by the elastic mode I introduced. And that was how we visited some places the first version of the plan did not include. I have to say Borough Market was definitely the most pleasant coincidental part of those days.


Sunday, August 07, 2016

"Slow business" - wywiad z Magoku, cz. II


Biżuteria, która łączy w sobie kontrasty, pasja przeniesiona w przedmioty i konsekwencja w dążeniu do celu – pierwsza część wywiadu z Magdą (tutaj) pobiła na blogu wszelkie rekordy.
Na czym polega wyjątkowość magokowych projektów i jak wygląda proces ich tworzenia? Czym tak naprawdę jest i co oznacza slow business? Twórczyni Magoku opowiada o kreatywności, oryginalności, świadomości konsumentów i tym,co sprawia, że ceramika to materiał niezwykły. Zapraszam na drugą część wywiadu!

Wednesday, August 03, 2016

For the foodies - Mascarpone & Blueberries Brownie


Ciasto to taka prosta przyjemność. I nie mówię o jedzeniu. Pieczenie ciasta to taka zwykła przyjemność. Przez lata wydawało mi się, że to czynność zarezerwowana dla mamy i babci (może dlatego, że obie są w tym genialne), w dodatku trudna i skomplikowana. Aż w trzeciej klasie podstawówki, w podręczniku, gdzie nadal było więcej obrazków, niż tekstu, znalazłam piosenkę z przepisem przerobionym na zwrotki. Moja siostra i ja wzięłyśmy ją zupełnie na poważnie, po czym zdemolowałyśmy kuchnię i zdążyłyśmy pobiec po pomoc do każdego w domu, ale ciasto wyszło i nawet dało się je zjeść. I nie powiem, że od tamtej pory regularnie stoję w kuchni, ale raz na jakiś czas mam autentyczną przyjemność z pieczenia. Nie robię tego, bo muszę, mało się przejmuję czy wyjdzie (choć to zależy też od tego, kto ma je zjeść), generalnie mocno to wszystko wyciszające. I wkurza mnie, że takie zwykłe czynności umykają. Albo raczej, że umyka czas na nie. Bo przecież to tak prosto przyjemne.
Zostawiam Was z przepisem, który latem sprawdzał się u mnie najczęściej -  dla tych, dla których samo brownie to za mało.

Friday, July 15, 2016

"Biznes z pasją" - wywiad z Magoku, cz. I


Zacznę od historii. Jakiś czas temu trafiłam na szkolenie, z którego merytorycznie nie wyniosłam absolutnie nic, jednak prowadzący nieświadomie zmienił moje postrzeganie paru kwestii, rzucając anegdotami zahaczającymi o prowadzenie biznesu (nie, żadna z nich nie była związana z tematem szkolenia). Okazał się być kolejną osobą, od której usłyszałam,  które start-upy najdłużej utrzymują się na rynku. Kryterium była motywacja założycieli – pieniądze, chęć bycia własnym szefem albo pasja. Tak, ci, którzy zakładali swoje firmy z pasji dali radę rozwinąć je do poziomu, o jakim reszta mogła zapomnieć.  Z ekstremalnie prostej przyczyny – nie męczyli się tym, czym się zajmowali. Samorealizowanie się i satysfakcja napędzały ich działania. Tylko, że to są badania. Research, którego wyniki należało uprościć i przedstawić w jak najmniej skomplikowanej formie. Jak to wygląda naprawdę? Co jest potrzebne, aby pasję przekuć w biznes? Z czym wiąże się taki skok na głęboką wodę? Czy warto?

Mam nadzieję, że tego właśnie dowiecie się z pierwszej części wywiadu z Magdą – założycielką Magoku, projektantką oryginalnej, ceramicznej biżuterii i moją osobistą inspiracją, która zdecydowała się podjąć ryzyko i wystartować z własnym biznesem. Co ją przekonało, jak wyglądał cały proces i jakie są efekty? Zobaczcie sami.