Strony

Showing posts with label christmas edition. Show all posts
Showing posts with label christmas edition. Show all posts

Wednesday, November 30, 2016

Otwarta Pracownia - Coolawoola & Magoku


Magoku i Coolawoola często pojawiają się na blogu i wiem, że zagoszczą tu jeszcze nie raz. Kiedy znajdzie się coś pięknego, unikatowego, stworzonego z największą dbałością, pasją i oddaniem trzeba się tego trzymać, a przedmioty wykonane przez dziewczyny właśnie takie są. Pisałam o tym już kilkakrotnie (posty z biżuterią Magoku i ubraniami Coolawoola znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj). Teraz dziewczyny poszły krok dalej i wymyśliły coś naprawdę niesamowitego – Otwartą Pracownię.
Magda i Lena postanowiły pokazać trochę więcej swojego świata, zdradzić kilka sekretów magokowych i coolawoolowych procesów twórczych, odsłonić sposób w jaki pracują, jak się inspirują i jak tworzą. Wymyśliły wydarzenie, podczas którego swobodnie dzielą się swoją twórczością, pomysłami, ciepłem i energią, w miejscu, gdzie na co dzień dzieje się magia. Obie działają zgodnie z filozofią slow fashion, wiedzą na jakim efekcie pracy zależy im najbardziej, emanują kreatywnością i zarażają podejściem.

Tuesday, December 22, 2015

Table setting - Christmas Edition


So, we have that Christmas tradition. On December 25th, the whole family comes to visit and stays for dinner. Each year, my sister and try to prepare something special to make the table setting look extraordinary. I remember two years ago, we baked plenty of gingerbreads, decorated it lavishly and wrote names on them. We used frosting and fluid chocolate. And belive me when I say that writing a ten letters name on a hedgehog-shaped gingerbread wasn’t as easy as we originally assumed. Eventually, last year we decided to find something less absorbing but still good-looking. And we found this. A Christmas tree folded napkins. Much easier to do than a napkin swan, pleasent for the eyes. Try it yoursefl!


Mamy taką tradycję, że 25 grudnia zjeżdża się do nas część rodziny. Jakieś 25 osób. Każdego roku moja siostra i ja próbujemy zrobić coś, co sprawi, że na stole nie będzie nudno. I wymyśliłyśmy. Dwa lata temu, zamiast karteczek z imionami, zabrałyśmy się za pisanie imion na pierniczkach. Wyobraźcie sobie pisanie lukrem, ewentualnie roztopioną czekoladą, dziesięcioliterowego imienia na pierniku w kształcie jeża. Chociaż na jeżach jeszcze nie było tak źle. Ślimaki to już było wyzwanie. Potem jeszcze ładnie je ozdobić, zawinąć w celofan i wiązać kokardki… Bo po co sobie ułatwiać ;) W każdym razie, nauczone wcześniejszą Gwiazdką, ponownie za pierniki się nie brałyśmy. W zeszłym roku stanęło na serwetkach. Tutaj jedynym problemem było zawiązaniem nitek na gałązkach świerku. Trochę zegarmistrzowskie zajęcie, ale wierzcie mi, że samo składanie to dosłownie parę minut. Choinki są znacznie łatwiejsze, niż łabędzie, zamki czy kangury, a efekt jest całkiem przyjemny dla oka. Sami spróbujcie!