Strony

Friday, July 15, 2016

"Biznes z pasją" - wywiad z Magoku, cz. I


Zacznę od historii. Jakiś czas temu trafiłam na szkolenie, z którego merytorycznie nie wyniosłam absolutnie nic, jednak prowadzący nieświadomie zmienił moje postrzeganie paru kwestii, rzucając anegdotami zahaczającymi o prowadzenie biznesu (nie, żadna z nich nie była związana z tematem szkolenia). Okazał się być kolejną osobą, od której usłyszałam,  które start-upy najdłużej utrzymują się na rynku. Kryterium była motywacja założycieli – pieniądze, chęć bycia własnym szefem albo pasja. Tak, ci, którzy zakładali swoje firmy z pasji dali radę rozwinąć je do poziomu, o jakim reszta mogła zapomnieć.  Z ekstremalnie prostej przyczyny – nie męczyli się tym, czym się zajmowali. Samorealizowanie się i satysfakcja napędzały ich działania. Tylko, że to są badania. Research, którego wyniki należało uprościć i przedstawić w jak najmniej skomplikowanej formie. Jak to wygląda naprawdę? Co jest potrzebne, aby pasję przekuć w biznes? Z czym wiąże się taki skok na głęboką wodę? Czy warto?

Mam nadzieję, że tego właśnie dowiecie się z pierwszej części wywiadu z Magdą – założycielką Magoku, projektantką oryginalnej, ceramicznej biżuterii i moją osobistą inspiracją, która zdecydowała się podjąć ryzyko i wystartować z własnym biznesem. Co ją przekonało, jak wyglądał cały proces i jakie są efekty? Zobaczcie sami. 





Jak określiłabyś swój zawód?

Jestem radosną (wy)twórczynią drobnych elementów ceramicznych, które potem zamieniam, najczęściej w biżuterię, a czasem w akcesoria czy ozdoby. Nie czuję, że mogę powiedzieć o sobie, że jestem ceramikiem lub jubilerem sensu stricto, bo nie mam takiego wykształcenia.

Bawisz się czy pracujesz?

Przez 4 i pół roku bawiłam się i ta zabawa rozrosła się do takiego stopnia, że zaczęła pochłaniać coraz więcej mojego czasu, energii i docierać do coraz większej liczby osób, aż w końcu nie dało się tego pogodzić z etatem. Magoku wyrosło właśnie z ducha tej zabawy. Tworząc, odczuwam niesamowitą przyjemność na każdym etapie procesu i wiem, że to moje ‘zajaranie’ przechodzi w przedmioty. Ludzie, którzy je noszą mówią, że to czują. To z kolei napędza mnie do dalszego działania.

A teraz? Jak to jest z tą zabawą kiedy już masz swoją firmę?

Dochodzą wszystkie elementy, które wiążą się z jej prowadzeniem – księgowość, myślenie nad strategiami, pozyskiwanie nowych klientów, efektywne wykorzystywanie social mediów i inne. Kiedy przekształcasz pasję w biznes, takie rzeczy są naturalne. Zastanawiasz się czy to była dobra decyzja, bo stoisz przed wielkim wyzwaniem, żeby to, co robisz nadal było twoją pasją, ale jednocześnie można było się z tego utrzymać. U mnie, póki co, pasja nadal jest, choć niewątpliwie przybyło mi stresów ;)




To skąd właściwie wzięło się Magoku?

Wzięło się z prezentu od przyjaciółki, Weroniki, która jest ceramikiem, ma swoją pracownię. 5 lat temu zrobiła mi prezent urodzinowy –  warsztaty wytwarzania biżuterii z gotowych elementów. Zachwyciłam się tym. Początkowo robiłam głównie kolczyki, takie z ogólnie dostępnych koralików. To Weronika wpadła na pomysł, że nauczy mnie robienia własnych, niepowtarzalnych koralików z gliny. Trochę się opierałam, bo nie przemawiało to do mnie, ale w końcu dałam się skusić - Wera jest bardzo konsekwentna. Koniec końców, trafiłam do jej pracowni na naukę. I to była miłość od pierwszego lepienia. Zaczęło się w 2011 roku. Przez te 5 lat nie dysponowałam swoim piecem do wypalania, ale szczęśliwie, mają je i moja przyjaciółka i kuzynka. Przez ten czas korzystałam z ich uprzejmości. Poświęcałam ceramice coraz więcej czasu i ciągle miałam nowe pomysły, a takie korzystanie z pracowni na odległość stawało się uciążliwe. Dodatkowo przy przewożeniu elementów zawsze były jakieś straty - glina przed wypaleniem jest dosyć krucha. Jakieś dwa temu powiedziałam Weronice, że strasznie, ale to strasznie chciałabym mieć własną pracownię, ona popatrzyła na mnie i powiedziała, że jeśli tak strasznie chcę, to będę ją miała. No i zaczęłam to wizualizować, chociaż muszę przyznać, że cały czas wydawało mi się to mało realne - ja, nauczycielka na etacie, jak? Jednak ta wizja, jak otwieram swój własny piec i widzę pierwszy wypał, ciągle do mnie wracała.

I w końcu otworzyłaś.

No. W grudniu ubiegłego roku zrobiłam swój pierwszy samodzielny wypał. Zupełne szaleństwo. Cieszyłam się jak dziecko. Czasem jeszcze ciężko mi w to wszystko uwierzyć.

Dużo samozaparcia było Ci potrzebne, żeby zrealizować tę wizję?

I tak, i nie. Nie, bo sama praca z ceramiką to całkowicie niekłamana przyjemność i to mnie napędzało. Tak, bo to był pewien proces rozciągnięty w czasie i czasem ciężko było wytrzymać na obranym kursie. U mnie to nie była zaplanowana strategia, raczej wypadki same się tak potoczyły. Kilka rzeczy nałożyło się na siebie. Po pierwsze, wzięłam roczny urlop w pracy, bo mimo tego, że kocham uczyć, to czułam się wypalona, a póki co nauczyciele mają możliwość skorzystania z takiego dobrodziejstwa.. W tym czasie intensywnie się rozwijałam, chodziłam na różne kursy, z których najważniejszy okazał się Action Learning - niesamowicie rozwojowy coaching grupowy, którego formuła bardzo mi odpowiadała. Grupy mają podobne wyzwania i choć nie planowałam, że nie wrócę do szkoły, trafiłam na ludzi, którzy planowali zmiany zawodowe. Nie wiedziałam jeszcze do czego mnie to doprowadzi. Po prostu poświęcałam ten rok na rozwój osobisty, a jednocześnie kalkulowałam, co byłoby potrzebne, żeby Magoku się rozwinęło.

Czyli doszłaś do etapu myślenia o Magoku jak o przedsiębiorstwie, a nie tylko o robieniu biżuterii dla przyjemności.

Tak, ale nadal nie myślałam, że nie wrócę do starej pracy. Myślałam o tym jak o przygotowaniu się na bliżej nieokreśloną przyszłość.




Więc jak z planów na przyszłość powstał biznes?

To stało się jakby obok mnie. Byłam tak skoncentrowana na rozwoju, że nie zauważyłam, że to się już działo. Jak z samosiejką w ogrodzie – widzisz, że drzewko rośnie, ale myślisz, że jeszcze masz czas, żeby je usunąć, aż nagle, pach!, i już masz drzewo. Tak postrzegam ten rok. W czerwcu ktoś podsunął mi pomysł złożenia wniosku o dofinansowanie, a ja akurat poznałam osobę, która miała doświadczenie w ich pisaniu i zachęciła mnie, mówiąc, że moja wizja „ma ręce i nogi”. Miałam wsparcie i pomysły od rodziny, przyjaciół, fantastycznej grupy i coacha z Action Learning. W końcu pomyślałam „skoro inni dają radę, to dlaczego nie ja?”. Był jeden haczyk - żeby złożyć wniosek, wymagane było udokumentowane bycie bezrobotnym przez okres miesiąca. Musiałam złożyć wypowiedzenie i pożegnać się z bezpieczeństwem, jakie dawał etat. To był najtrudniejszy moment, jak skok z klifu. Wahałam się, chciałam wracać do pracy, ale mój mąż powiedział, że jeśli nie zdecyduję się po tym roku, to później pewnie wcale się nie odważę, a w konsekwencji będę mega sfrustrowana. Dziś wiem, że tak by było. Miałam wsparcie od naprawdę wielu osób, i także dzięki nim skoczyłam w to nieznane.




A jak wyglądał sam proces uzyskania grantu?

Złożyłam wypowiedzenie i napisałam wniosek, a kiedy był już pozytywnie rozpatrzony poszłam na komisję i musiałam obronić swój pomysł. Tam, gdzie nie byłam w stanie sama tego ogarnąć, znalazłam pomoc (na przykład w sprawach księgowych). To jest żmudna procedura, ale nie aż tak, jak to wygląda z boku. No i pomagało myślenie, ilu osobom przede mną już się udało. Im bardziej jest to za mną, tym bardziej wydaje mi się, że nie było aż tak ciężko. Warto było. Teraz mam piec, walcarkę, narzędzia, wszystko, czego potrzebuję do działania. Jedyne co muszę zrobić, żeby nie zwracać grantu, to prowadzić działalność przez rok i udokumentować ją, a potem wszystko zależy ode mnie.

Podobno robienie czegoś z pasją to najlepsza motywacja dla stworzenia biznesu. To właśnie te przedsiębiorstwa stabilnie trzymają się na rynku.

Jak w tej sentencji: wybierz to co kochasz, a nie spędzisz ani jednego dnia w pracy. I coś w tym jest.







2 comments:

  1. Bardzo ciekawy wywiad. Przeczytałam cały z dużym zainteresowaniem. Życzę powodzenia firmie Magoku! :) Oby jej się wiodło!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki! Wpadnij niedługo na część drugą, będzie równie ciekawie :)

      Delete