Strony

Thursday, February 26, 2015

Streets of London - Day 2


Good afternoon! I hope you all are having time as good as I'm having in this moment. There's no better thing that coming back home when being aware that what awaits you is a chores-free afternoon and there's no need to prepare anything for the next day. 
I've told you we've taken hundreds of pictures in London and I've already managed to select and get them ready to be posted. I decided to publish something every two days so here's next article. 
We started our second they in England with a visit at the Natural History Museum. We had that funny resolution to leave and start exploring the city every day around 9 am - our earliest time of leaving was a bit after 11 am I suppose. When we reached South Kensington and found Cromwell Road what waited for us was a kilometer long (I don't think I'm significantly exaggerating) queue in front of the entrance - it was Saturday, plus Valentine's Day. Luckily, half an hour later we entered 'the world of natural treasures'. I have to admit that places gives an amazing impression - the rich ceiling, stained glass-works around and giant dinosaur skeleton in the hall was just a beginning. Every room we entered was a huge surprise and a massive shot of knowledge. It was a marvelous visit, although, I found my real heaven on earth in the next building we explored - the Victoria & Albert Museum, especially their Fashion Institute. I think a kid in a toy shop wouldn't get as excited as I did when admiring all those gowns but there will be an entire post about it very soon. 
Our next destination was the Hyde Park which is, surprisingly, a symbol of London for my sister. I had been impressed by the London's architecture even sooner but when strolling toward the park every street was a real treat for my eyes. 
Our last stop that day was Tower Bridge (or London Bridge; when in London I had heard different voices. First, I was instructed to always say Tower Bridge, then another person told me 'everyone says London Bridge'). Once again, I was confronted with all the values of exploring the city in the evening or late afternoon. And what I mean are all those lights! ;) 

PS. More of the pics of outfit I wore that days soon! 


Dzień dobry! Mam nadzieję, że Wasze popołudnie mija równie dobrze jak moje - nie ma nic lepszego, niż wrócić do domu ze świadomością, że ma się czas tylko dla siebie i niczego nie trzeba przygotowywać na kolejny dzień :) Z wyjazdu przywiozłyśmy dosłownie setki zdjęć, które już udało mi się posegregować i przygotować do wrzucenia na bloga. Postanowiłam, że wpisy będą pojawiać się mniej więcej co dwa dni, więc oto kolejny z nich.
Kolejny dzień w Londynie zacząłyśmy od Muzeum Historii Naturalnej. Nasze założenie, że codziennie wychodzimy z domu i zaczynamy zwiedzanie około 9 okazało się nie mieć wiele wspólnego z tym, jak rzeczywiście to wyglądało - najwcześniej udało nam się wyjść chyba po 11. Kiedy już dotarłyśmy na South Kensington i odnalazłyśmy Cromwell Road - "ulicę muzeów" - przed Natural History Museum czekała na nas niemalże dosłownie kilometrowa kolejka - była sobota, a w dodatku Walentynki. Na szczęście pół godzinki szybko zleciało. Gmach muzeum robi naprawdę ogromne wrażenie - zdobiony sufit, witraże wokół i ogromny szkielet w holu to dopiero początek. Każda sala to kolejna niespodzianka i choć wizytę tam uważam za niezwykle udaną, to dla mnie prawdziwa gratka zaczęła się w sąsiednim budynku - Victoria & Albert Museum, a konkretnie w części poświęconej historii mody. Nawet porównanie do wizyty dziecka w sklepie z zabawkami nie oddaje mojego szczęścia wtedy, ale o tym będzie oddzielny wpis. W tym, możecie zobaczyć zdjęcia niesamowitej sali rzeźb w V&A. 
Naszym kolejnym celem był Hyde Park. Może to mało popularny pogląd, jednak moja siostra właśnie to miejsce uważa za dymbol miasta Choć architektura Londynu urzekła mnie już wcześniej, to muszę przyznać, że podczas spaceru w stronę parku każda ulica była większą przyjemnością dla oczu niż poprzednia.
Ostatnim punktem tego dnia był Tower Bridge, czy też London Bridge (co osoba, to inna opinia - początkowo słyszałam, że powinno mówić się wyłącznie Tower Bridge, a następnie dowiadywałam się, że "wszyscy mówią London"). Po raz kolejny przekonałam się, że zwiedzanie wieczorem, czy też późnym popołudniem ma swoje zalety - wszystkie te światełka! ;)

PS. Więcej zdjęć stroju z tego dnia w kolejnym poście.

























Tuesday, February 24, 2015

London by Night - Day 1




During the winter break, my sister and I managed to spend a few days in London (if you follow my Facebook or Instagram you've probably known that ;)). The trip had been planned for a while, although, the busy schedule before our departure made us not realize how fantastic days awaited us. 
It was my first visit in England and I knew it only from indirect sources, so I hadn't created any special expectations about it in my head. However, the less time to go, the more enthusiasm I had. I secretly hoped the city was about to make me love it and think about it long, long time after coming back home. And how did it all turn out? England welcomed us with heavy rain and extremely unpleasant temperature, after landing we spent four hours on the airport and then three more on making our way to our final destination in northern London. It all happened between midnight and 7 am. I have to admit that when getting closer to the city center and perceiving more and more symbols of the city and that gorgeous architecture, the smiles on our faces appeared, although, our heavy eyelids were stronger than that. Finally, at noon, after a few hours of sleep we started to run our day as London started to extend its charm on us. 
After a day spent with our friend at the university where she studies, we decided to use the evening for sightseeing all the 'postcard attractions'. We didn't want to waste any of precious hours of our trip as we had only 4 and a half day in the city. 
We got off the tube on the Westminster Station, right in front of Big Ben, then headed to the London Eye, then turned back toward Downing Street and catch a bus toward Oxford Circus to finally reach Regent Street. It was quiet a perfect plan for the first evening in London ever. Marching the streets of a city in the evening performs some disadvantages (like fighting with a camera to shoot some decent picture at last), although, the most colourful lights on the buildings, bridges and other constructions totally made it worth some effort. London wasn't my unconditional love and it certainly wasn't love at a first sight but it definitely turned out love. There's no way to resist a city with such doze of an irresistible charm. 
Soon, I'm gonna post more pics from our trip ;)
Have a great day!


W czasie ferii mojej siostrze i mi udało się na kilka dni wyjechać do Londynu (jeśli obserwujecie mój Facebook albo Instagram prawdopodobnie już zauważyliście :)). Wyjazd był zaplanowany już od jakiegoś czasu, jednak natłok zajęć przed samym wylotem sprawił, że nie do końca zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że przed nami parę naprawdę fantastycznych dni. Będąc w Anglii po raz pierwszy i znając ją jedynie z pośrednich źródeł nie miałam sprecyzowanych oczekiwań co do wyjazdu, jednak im bliżej wylotu, tym mój entuzjazm był większy. Po cichu miałam nadzieję, że miasto oczaruje mnie od pierwszej chwili i zostanie w mojej głowie na długi czas po powrocie. Co z tego wyszło? Anglia przywitała nas ulewą i wybitnie nieprzyjemną temperaturą, wyjazd zaczął się od czterech godzinach spędzonych na lotnisku i kolejnych trzech, aby dojechać do celu. Wszystko to między północą i 7 rano. Co prawda wjeżdżając do miasta, zauważając kolejno jego symbole, jak czerwone autobusy i obserwując jego typową architekturę uśmiech bezwiednie pojawiał się nam na twarzach, jednak powieki były co raz cięższe. Dopiero w południe, kiedy po kilku godzinach snu byłyśmy już w stanie w miarę normalnie funkcjonować, Londyn naprawdę zaczął przekonywać nas do siebie. Po dniu spędzonym z naszą przyjaciółką na uniwersytecie, gdzie studiuje, wieczór postanowiłyśmy poświęcić na zobaczenie tych 'pocztówkowych' atrakcji Londynu. Mając jedynie 4 i pół dnia nie chciałyśmy marnować cennych godzin.
Wysiadłyśmy z metra na Westminster Station, dokładnie na przeciwko Big Bena, a następnie powędrowałyśmy pod London Eye, żeby chwilę później zawrócić i ruszyć w stronę Downing Street, wsiąść do autobusu w kierunku Oxford Circus i wysiąść na Regent Street. Trasa idealna na pierwszy dzień w mieście. Mimo że zwiedzanie wieczorem ma pewne minusy (na przykład ciągłą walkę z aparatem, żeby ustawić odpowiedni tryb), to jednak widok budynków, konstrukcji i mostów podświetlanych z każdej strony zdecydowanie wynagradza wszelkie niedogodności. 
Może Londyn nie był miłością od pierwszego wejrzenia, ani miłością bezwarunkową, ale miłością na pewno. W końcu jak tu oprzeć się miastu z takim urokiem? 
A już niedługo kolejne porcje zdjęć ;)
Miłego dnia!
















































TAILORED Coat
SOLAR Trousers
GINO ROSSI Bag

Tuesday, February 10, 2015

Furry!




How many items you have that you've only worn once? Or the garments you only wear in one determined way. For years, there has been a statement created that we have a thing for completing the content of our closets totally impulsively and in careless manner but doesn’t it seem to you that it actually may be far from the truth? I’ve had this thought in mind for a while and now I consider it not entirely right. Of course, there’s always some truth in a sentence and this one doesn’t make an exception, although, I didn’t manage to pick many ‘bought & forgotten’ items while scourging my closet in my mind. Moreover, I don’t think I’m an isolated case. Why is that? There are many factors affecting our wardrobes – for example our life styles or daily routines – which takes away from us the ability of being completely careless when shopping.
Recently, while doing some web research, I had a glimpse on the articles on the amount of clothes we own. They were more or less interesting and the forms were differentiated, though, all of them gave me the same thought – it’s not gathering the garments and accessories what is impressive but composing them together, always a bit differently. The conclusion is simple; let’s not collect unthoughtfully, let’s interpret what we have in our own way. Yes, this sounds very, very cliché but how could I not agree?
This post was supposed to sound really different that it does now but there was a situation that made me change my mind about it. I was ready to leave my house wearing these purple sneakers and brown coat when my mum saw me. She started laughing out loud and eventually made me change the sneakers to the high, leather boots. Wasn’t hard to perceive how much the entire look was changed then. I just couldn’t write anything else ;) Do let me know how do you like the outfit!
Have a great day!


Ile macie rzeczy, które założyłyście raz? Albo takich, które nosicie tylko w jeden, określony sposób. Przez lata utarło się przekonanie, że zwykłyśmy kompletować nasze garderoby zupełnie impulsywnie i w kompletnie nieprzemyślany sposób, ale czy faktycznie oddaje ono rzeczywistość? Ja, po dłuższym zastanowieniu się, uznałam, że nie do końca. Oczywiście, w każdym stwierdzeniu znajdziemy ziarno prawdy, a to powyższe nie jest wyjątkiem, ale przerzucając w głowie zawartość mojej szafy, naprawdę ciężko było mi znaleźć element 'kupiony i odłożony'. Co więcej, nie sądzę żebym była tu odosobnionym przypadkiem. Dlaczego? Na zawartość naszej garderoby wpływa wiele czynników – głównie styl życia czy charakter codziennie wykonywanych zajęć – i to one nie pozwalają nam być kompletnie beztroskimi podczas zakupów.
W ostatnim czasie miałam okazję przeczytać kilka mniej lub bardziej ciekawych artykułów na temat ilości posiadanych ubrań. Formy były różne, jednak z każdego płynął dokładnie taki sam przekaz - nie jest sztuką zbieranie ubrań i dodatków, ale ich komponowanie ze sobą, zawsze  w trochę inny sposób. Morał z tego taki: nie gromadźmy na potęgę, tylko interpretujmy po swojemu. Zdanie może oklepane, ale muszę przyznać, że ja na pewno jestem jego zwolenniczką.

Ten post miał brzmieć nieco inaczej, jednak wszystko zmieniło się, gdy moja mama zobaczyła mnie wychodzącą z domu w adidasach i puchowym płaszczu, zaczęła śmiać się w głos i wręcz nakazała zmienić buty na wysokie kozaki. Nie było ciężko zauważyć jak łatwo zmienić charakter całego stroju. Koniecznie napiszcie co o nim sądzicie!
Dobrego dnia!





























Photos Natalia Lipke


ADIDAS Sneakers
GINO ROSSI Boots
KANGOL Hat
H&M Coat, Ring and Collar
NUKO Sunnies
SOLAR Pants
RESERVED Sweater
TATUUM Bag