Długo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że
niezależnie od tego, o jakim futrzaku mówimy, sztucznym czy prawdziwym,
kolorowym czy neutralnym, długim czy krótkim, noszącemu zawsze towarzyszyć
będzie wrażenie przyciężkości. Futrzane kamizelki też raczej nie mówiły do mnie
„mamo”. Sensowne wydawały mi się jedynie obszycia kapturów (takie naprawdę,
naprawdę puchate) albo kolorowe etole ożywiające dość zachowawcze płaszcze (w
sieciówkah jest mnóstwo wersji w kolorowe ciapki :D). Do niedawna, bo wtedy
przejrzałam Harper’s Bazaar, kilka nowojorskich blogów i nawet grafiki Google, a
tam znalazłam futrzaczki w zupełnie nowej odsłonie – z dżinsami, t-shirtami i w
połączeniu z bluzą z kapturem. Świeżo, lekko i, jak się później przekonałam, o
matko jak ciepło!
Showing posts with label fur. Show all posts
Showing posts with label fur. Show all posts
Sunday, January 08, 2017
Monday, March 09, 2015
Total black in London - Day 3
Good morning! This is the last (maybe almost last) post of this kind. The supply of to-be-published photos is getting smaller and smaller and soon I'll come back to posting more at the moment articles.
So, the third day in London was my favourite, I guess - our best friend made it and went out with us (do visit her blog - darebenasty), the weather was fantastic and we ended the day shopping.
We started our sightseeing tour with a stroll toward Buckingham Palace and a few pictures in front of Victoria monument. I could't resist careful watching the guardian in front of the palace and the details of his uniform. The hats they wear are actually made of the bear fur (1 hat = 1 bear). They tried replacing it with some ecological forms of the hats, although, they weren't as functional as the traditional ones.
Next, we headed toward Trafalgar Square and stepped in to the National Gallery. I really spend a lot of time in the museum when I visit one - I think my record is almost 7 hours - and I knew that day I hadn't as much time as I needed, so we focused on a part of it. After a room with the works of impressionists, I was fully satisfied and we headed to Leicester Square and there... M&M's World. As the biggest fan of M&M's I didn't know where to look actually - toys, pillows, clothes and candy on every wall. When Natalia and Zuzia, after long time of persuading, managed to take me out of there (they lost me a few times while looking for the exit), we ended our day on London Street.
As I wrote before, while sightseeing the most important items to me are flat boots and a big bag. Plus my favourite hat ever - veil beanie. So, what do you think about this total black look? ;)
Dzień dobry! To już ostatni (no, może przed ostatni) tego typu post. Zapas zdjęć do opublikowania powoli się wyczerpuje i już niedługo wrócę do publikowania bardziej aktualnych postów.
Trzeci dzień w Londynie chyba był moim ulubionym - naszej przyjaciółce udało się wyjść z nami (koniecznie wejdźcie na jej bloga - darebenasty), pogoda była fantastyczna, a dzień zakończyłyśmy zakupami.
Zwiedzanie zaczęłyśmy od spaceru pod Buckingham Palace i kilkunastu zdjęć pod pomnikiem Wiktorii. Nie mogłam odpuścić sobie chwili bacznej obserwacji strażnika pod pałacem, a ściślej mówiąc, detali jego munduru. Ich czapki wykonywane są ze skóry niedźwiedzia (jedna czapka, jeden niedźwiedź). Podobno próbowano zastępować je ekologicznym futrem, pod wpływem przeciwników naturalnych futer, jednak nie spełniały one swojej funkcji tak jak te tradycyjne.
Spod pałacu poszłyśmy wprost na Trafalgar Square i do National Gallery. Znam moje możliwości w muzeach - rekord to chyba prawie 7 godzin - i wiedziałam, że niestety mamy czas tylko na część galerii. Po sali z dziełami impresjonistów byłam usatysfakcjonowana i poszłyśmy dalej w stronę Leicester Square, a tam do... M&M's World. Jako największa fanka M&M's nie wiedziałam, w którą stronę mam patrzeć - zabawki, poduszki, ubrania i, co najważniejsze, całe ściany słodyczy. Oczopląs gwarantowany. Kiedy Natalii i Zuzi po długich namowach udało się wyciągnąć mnie na zewnątrz - nie raz gubiły mnie w drodze do wyjścia - dzień zakończyłyśmy na London Street.
Jak już pisałam wcześniej, podczas zwiedzania najważniejsze dla mnie są płaskie buty i duża torba. Beanie z woalką to zdecydowanie moje ulubione nakrycie głowy - nie mogło zostać w domu :) Co myślicie o takim czarnym zestawie?
SINSAY Veil beanie
GINO ROSSI Bag
LASOCKI Boots
YVES SAINT LAURENT Black Sweater
SOLAR Trousers
Earring bought online
MOHITO Bracelet
Etykiety:
big ben,
black fur,
black outfit,
bloggers,
buckingham palace,
fur,
gino rossi,
london,
london look,
on the street,
ootd,
sightseeing,
street style,
streets of london,
total black,
veil beanie,
what i wear,
ysl
Tuesday, February 10, 2015
Furry!
How
many items you have that you've only worn once? Or the garments you only wear in one determined way. For years, there has been a statement created that we have
a thing for completing the content of our closets totally impulsively and in
careless manner but doesn’t it seem to you that it actually may be far from the
truth? I’ve had this thought in mind for a while and now I consider it not
entirely right. Of course, there’s always some truth in a sentence and this one
doesn’t make an exception, although, I didn’t manage to pick many ‘bought &
forgotten’ items while scourging my closet in my mind. Moreover, I
don’t think I’m an isolated case. Why is that? There are many factors affecting our wardrobes – for example our life
styles or daily routines – which takes away from us the ability of being completely careless
when shopping.
Recently,
while doing some web research, I had a glimpse on the articles on the amount of
clothes we own. They were more or less interesting and the forms were
differentiated, though, all of them gave me the same thought – it’s not
gathering the garments and accessories what is impressive but composing them
together, always a bit differently. The conclusion is simple; let’s not collect
unthoughtfully, let’s interpret what we have in our own way. Yes, this sounds
very, very cliché but how could I not agree?
This
post was supposed to sound really different that it does now but there was a situation
that made me change my mind about it. I was ready to leave my house wearing these purple
sneakers and brown coat when my mum saw me. She started laughing out loud and
eventually made me change the sneakers to the high, leather boots. Wasn’t hard
to perceive how much the entire look was changed then. I just couldn’t write
anything else ;) Do let me know how do you like the outfit!
Have a
great day!
Ile
macie rzeczy, które założyłyście raz? Albo takich, które nosicie tylko w jeden,
określony sposób. Przez lata utarło się przekonanie, że zwykłyśmy kompletować
nasze garderoby zupełnie impulsywnie i w kompletnie nieprzemyślany sposób, ale
czy faktycznie oddaje ono rzeczywistość? Ja, po dłuższym zastanowieniu
się, uznałam, że nie do końca. Oczywiście, w każdym stwierdzeniu znajdziemy
ziarno prawdy, a to powyższe nie jest wyjątkiem, ale przerzucając w głowie
zawartość mojej szafy, naprawdę ciężko było mi znaleźć element 'kupiony i
odłożony'. Co więcej, nie sądzę żebym była tu odosobnionym przypadkiem.
Dlaczego? Na zawartość naszej garderoby wpływa wiele czynników – głównie styl
życia czy charakter codziennie wykonywanych zajęć – i to one nie pozwalają nam
być kompletnie beztroskimi podczas zakupów.
W ostatnim czasie miałam okazję
przeczytać kilka mniej lub bardziej ciekawych artykułów na temat ilości
posiadanych ubrań. Formy były różne, jednak z każdego płynął dokładnie taki sam
przekaz - nie jest sztuką zbieranie ubrań i dodatków, ale ich komponowanie ze
sobą, zawsze w trochę inny sposób. Morał z tego taki: nie gromadźmy na
potęgę, tylko interpretujmy po swojemu. Zdanie może oklepane, ale muszę
przyznać, że ja na pewno jestem jego zwolenniczką.
Ten post miał brzmieć nieco inaczej,
jednak wszystko zmieniło się, gdy moja mama zobaczyła mnie wychodzącą z domu w adidasach i puchowym
płaszczu, zaczęła śmiać się w głos i wręcz nakazała zmienić buty na wysokie
kozaki. Nie było ciężko zauważyć jak łatwo zmienić charakter całego stroju. Koniecznie napiszcie co o nim sądzicie!
Dobrego dnia!
Photos Natalia Lipke
ADIDAS Sneakers
GINO ROSSI Boots
KANGOL Hat
H&M Coat, Ring and Collar
NUKO Sunnies
SOLAR Pants
RESERVED Sweater
TATUUM Bag
Saturday, December 13, 2014
Countdown
12 days left! Isn't it just great? Christmas time is so close! This is the time of buying gifts, listening to the Christmas songs all day long and looking forward to holiday. I'm really excited already. Although, there are still many matters on my mind that need to be taken care of before celebration (in my case, it's mainly dealing with school), in my head I'm already preparing Christmas dishes for Christmas Eve dinner. Soon, I'm going to publish some Christmas posts I hope you're going to enjoy. I know I've already used the word 'Christmas' many, many times in this article but I can't do anything about it since I love it so much - reminds me how happy I'm gonna be in just 12 DAYS!
I hope you will enjoy this outfit - neon orange is my new favorite color for winter ;)
Już tylko 12 dni do Świąt! Czy to nie cudowne? To właśnie teraz jest ten wspaniały okres poszukiwania prezentów, słuchania świątecznych piosenek przez cały dzień i czekania na przerwę świąteczną. Mimo tego, że zdaję sobie sprawę, że zanim pojadę świętować w domu jeszcze sporo spraw przede mną (głównie tych związanych ze studiami), to myślami jestem już w kuchni, lepiąc pierogi w Wigilię. Już niedługo mam nadzieję opublikować posty nieco bardziej związane ze świąteczną tematyką - liczę, że spodobają się Wam. Wiem, że w tym wpisie słowo Święta/świąteczny zostało użyte zdecydowanie zbyt wiele razy, jednak już tylko ono zaprząta mi głowę. W końcu zostało już tylko 12 DNI! ;D
Mam nadzieję, że podoba się Wam dzisiejszy strój - neonowy pomarańcz to mój nowy ulubiony kolor na zimę ;)
Ceramic Bracelet MAGDA OKUNIEWSKA
LEVI'S Jeans
LEVI'S Jeans
C&A Jacket (used to be a coat)
NEW YORKER Beanie
VINTAGE Sweater
BATA Boots
H&M Earrings
GIANNI VERSACE Vintage Bag
Subscribe to:
Posts (Atom)





