Prawie rok temu pisałam o tym jak bardzo przydatny
jest czarny golf (w tym poście). To było chwilę po tym jak w lumpeksie,
niedaleko którego wtedy mieszkałam, w pewną środę (środy tam to ‘dni za trzy
złote’, kiedy wydaje się najmniej, a satysfakcję zyskuje się największą)
zbiedniałam o 6 złotych, ale zyskałam za to dwa sweterki – najprostsze golfy,
jakie tylko się dało, jeden biały, drugi czarny. Poziom szczęścia wzrósł mi
wtedy kilkakrotnie, a na kolejne trzy do czterech miesięcy solidnie zredukowałam
problem z cyklu ‘co mam dziś ubrać’.
Almost a year ago, I wrote a post about how useful a
black turtleneck is (in this post). It was just a moment after I visited a
second-hand store I lived nearby, on a Wednesday (Wednesdays are the day when
every garment costs 3 zlotys; small money, huge satisfaction), spent 6 zlotys
and got myself two of the simplest sweaters; one black and one white
turtleneck. I automatically achieved higher level of happiness and solidly reduced
my ‘I got nothing to where’ problem for next three of four months.