Strony

Showing posts with label slow. Show all posts
Showing posts with label slow. Show all posts

Monday, November 14, 2016

Autumn Outfit - Reversed Layers


Prawie rok temu pisałam o tym jak bardzo przydatny jest czarny golf (w tym poście). To było chwilę po tym jak w lumpeksie, niedaleko którego wtedy mieszkałam, w pewną środę (środy tam to ‘dni za trzy złote’, kiedy wydaje się najmniej, a satysfakcję zyskuje się największą) zbiedniałam o 6 złotych, ale zyskałam za to dwa sweterki – najprostsze golfy, jakie tylko się dało, jeden biały, drugi czarny. Poziom szczęścia wzrósł mi wtedy kilkakrotnie, a na kolejne trzy do czterech miesięcy solidnie zredukowałam problem z cyklu ‘co mam dziś ubrać’.

Almost a year ago, I wrote a post about how useful a black turtleneck is (in this post). It  was just a moment after I visited a second-hand store I lived nearby, on a Wednesday (Wednesdays are the day when every garment costs 3 zlotys; small money, huge satisfaction), spent 6 zlotys and got myself two of the simplest sweaters; one black and one white turtleneck. I automatically achieved higher level of happiness and solidly reduced my ‘I got nothing to where’ problem for next three of four months. 

Saturday, November 12, 2016

For the foodies: Tarta z kamelizowanymi jablkami, żurawiną i solonym karmelem


Jesień momentami postanawia mi dokopać (no wiem, jak każdemu) i wzbudza podejście w stylu: dzisiaj chyba nie jest mój dzień. Albo tydzień. Dokładnie tak, jak teraz. Dziś nie bardzo wyszło mi bieganie, średnio idzie mi pisanie, skupienie uwagi zdaje się graniczyć z cudem. Dobrze wychodzi mi spanie i przesłuchiwanie starych playlist (przy okazji, playlisty niedługo wrócą na bloga – za dużo odkrywam świetnych kawałków, żeby się nimi nie podzielić). Ogólnie, ku uciesze bardzo wrażliwych na dźwięk sąsiadów (podejrzewam, że również przechodniów), dziś zajmuję się testowaniem wytrzymałości głośników i planowaniem czym zajmę się, kiedy przestanie mi  się nie chcieć. A żeby nie spędzić całego dnia kiwając głową w rytm (head banging to dziś moja ulubiona aktywność) i bronić się przed stwierdzeniem, że jedyną produktywną rzeczą, jaką dziś zrobiłam, było ugotowanie kompotu, postanowiłam przygotować jedzeniowy post, z którego tak troszkę, troszkę jestem dumna, z jednej prostej przyczyny – to pierwszy mój przepis, tak od początku do końca.

Sunday, August 28, 2016

Places to see in London - Borough Market


To był piękny przypadek. Stojąc na stacji w Redhill, czekaliśmy na pociąg do Victoria Station, ale wcześniej przyjechał taki do London Bridge. To wsiedliśmy. Na miejscu mieliśmy iść na most, ale zupełnym przypadkiem trafiliśmy na targ. To postanowiliśmy się rozejrzeć. Jak się później okazało, byliśmy już na Borough Market.
Pisałam Wam już (tutaj), że ostatni wyjazd do Londynu był nawet rozplanowany. Pisałam też, że nasze elastyczne podejście raczej biło na głowę to moje nowe, uporządkowane wcielenie, dzięki czemu trafiliśmy w kilka miejsc, których pierwotna wersja planu nie uwzględniała. A Borough Market był najprzyjemniejszym przypadkowym punktem tego wyjazdu.


That was a beautiful coincidence. Standing on a railway station in Redhill, we awaited the train heading to Victoria Station but the one to London Bridge came earlier. So we got on. After we arrived, the plan was to walk toward the bridge. Somehow, we found ourselves in the middle of the market. So we looked around. As it turned out later, we already was at the Borough Market. 
I already told you (here) the latest trip to London was pretty planned. I also told you that my new organized attitude got beaten up by the elastic mode I introduced. And that was how we visited some places the first version of the plan did not include. I have to say Borough Market was definitely the most pleasant coincidental part of those days.


Sunday, August 07, 2016

"Slow business" - wywiad z Magoku, cz. II


Biżuteria, która łączy w sobie kontrasty, pasja przeniesiona w przedmioty i konsekwencja w dążeniu do celu – pierwsza część wywiadu z Magdą (tutaj) pobiła na blogu wszelkie rekordy.
Na czym polega wyjątkowość magokowych projektów i jak wygląda proces ich tworzenia? Czym tak naprawdę jest i co oznacza slow business? Twórczyni Magoku opowiada o kreatywności, oryginalności, świadomości konsumentów i tym,co sprawia, że ceramika to materiał niezwykły. Zapraszam na drugą część wywiadu!

Friday, July 15, 2016

"Biznes z pasją" - wywiad z Magoku, cz. I


Zacznę od historii. Jakiś czas temu trafiłam na szkolenie, z którego merytorycznie nie wyniosłam absolutnie nic, jednak prowadzący nieświadomie zmienił moje postrzeganie paru kwestii, rzucając anegdotami zahaczającymi o prowadzenie biznesu (nie, żadna z nich nie była związana z tematem szkolenia). Okazał się być kolejną osobą, od której usłyszałam,  które start-upy najdłużej utrzymują się na rynku. Kryterium była motywacja założycieli – pieniądze, chęć bycia własnym szefem albo pasja. Tak, ci, którzy zakładali swoje firmy z pasji dali radę rozwinąć je do poziomu, o jakim reszta mogła zapomnieć.  Z ekstremalnie prostej przyczyny – nie męczyli się tym, czym się zajmowali. Samorealizowanie się i satysfakcja napędzały ich działania. Tylko, że to są badania. Research, którego wyniki należało uprościć i przedstawić w jak najmniej skomplikowanej formie. Jak to wygląda naprawdę? Co jest potrzebne, aby pasję przekuć w biznes? Z czym wiąże się taki skok na głęboką wodę? Czy warto?

Mam nadzieję, że tego właśnie dowiecie się z pierwszej części wywiadu z Magdą – założycielką Magoku, projektantką oryginalnej, ceramicznej biżuterii i moją osobistą inspiracją, która zdecydowała się podjąć ryzyko i wystartować z własnym biznesem. Co ją przekonało, jak wyglądał cały proces i jakie są efekty? Zobaczcie sami.