Strony

Showing posts with label winter. Show all posts
Showing posts with label winter. Show all posts

Sunday, January 08, 2017

Furry Story


Długo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że niezależnie od tego, o jakim futrzaku mówimy, sztucznym czy prawdziwym, kolorowym czy neutralnym, długim czy krótkim, noszącemu zawsze towarzyszyć będzie wrażenie przyciężkości. Futrzane kamizelki też raczej nie mówiły do mnie „mamo”. Sensowne wydawały mi się jedynie obszycia kapturów (takie naprawdę, naprawdę puchate) albo kolorowe etole ożywiające dość zachowawcze płaszcze (w sieciówkah jest mnóstwo wersji w kolorowe ciapki :D). Do niedawna, bo wtedy przejrzałam Harper’s Bazaar, kilka nowojorskich blogów i nawet grafiki Google, a tam znalazłam futrzaczki w zupełnie nowej odsłonie – z dżinsami, t-shirtami i w połączeniu z bluzą z kapturem. Świeżo, lekko i, jak się później przekonałam, o matko jak ciepło!

Monday, December 29, 2014

OMG! Cartoon girl



Even though the Christmas is over, my holidays are still lasting. I'm the lucky one and I'm not coming back to the uni before January 7th. In this case, I don't think I'm gonna turn off the lazy and never-stoping-eating mode I started on the Christmas Eve any soon. This article is the first symptom of my activity since the holidays began. I cannot deny this state is extremely conveniant and plesant to me, although, I started worrying the more I get into it, the more painful the end of it will be. However, I gotta start coming back to the reality step by step (yeah, these are gonna be very little steps).
Those Christmas days were such a great time for me, full of peace, quiet and relax (the 24 hours lasting electricity breakdown  was the only obstacle on my way to complete euphoria - I wouldn't complain if only it wasn't getting dark at 3 pm). I got that huge shot of energy and exactly as much chores-free time as I needed. I don't want to say I filled that Christmas time with sweet inactivity only (and I really need to shut that quiet but explicit voice in my head saying I simply wasted days and days of time), so I decided to show you some of the pics I took during the holidays. So far, I selected them into two groups - the "there's no way I can use it" group and "accepted cause I can't find anything better" group. I hope the next selection will be more effective and soon I will succeed on showing you the results of running around with a camera for a few days. 
The pics I used for this post were taken couple of weeks ago, when the streets were not completely white and menacingly slippery and snow on Christmas was just a wishful thinking. I can say I experienced that amazing feeling of dreming of something on the evening and in the morning realizing it has just become reality. This is exactly how it was with the snow on the Christmas Day and me this year - the best surprise I could ever dream of. Returning to the outfit, I don't think I would dare to take off the coat outside even for a minute these days. When it's -11 degrees it's unacceptable for me to take off even only the gloves. However, this oversize T-shirt has started to become one of my favorite garments of all and of course I brought it home with me for holidays :)
Have a good day!

Mimo że Święta już minęły, moja przerwa jeszcze trwa. Mam to szczęście, że na uczelnię wracam dopiero na początku stycznia, więc nie zanosi się, żebym w najbliższym czasie wyłączyła tryb lenistwa i obżarstwa. Ten post jest pierwszym przejawem aktywności z mojej strony od kilku dobrych dni. Muszę przyznać, że taki stan jest niezwykle przyjemny, jednak zaczęły dopadać mnie obawy, że im bardziej się w niego wprowadzam, tym boleśniejszy będzie jego koniec. Chcąc nie chcąc, małymi kroczkami muszę wracać do rzeczywistości. 
Te kilka świątecznych dni upłynęło mi w fantastycznej, spokojnej atosferze i jedynie awaria prądu na 24 godziny stanęła na drodze do pełnej euforii (gdyby jeszcze nie robiło się ciemno o 15.00). Dostałam tak bardzo mi potrzebny zastrzyk energii i dokładnie tyle wolnego od obowiązków czasu, ile potrzebowałam. Żeby nie musieć stwierdzić, że moje Święta wypełniłam jedynie słodką bezczynnością (i może troszeczkę zagłuszyć ten cichy, acz nieustępliwy głosik mówiący, że to po prostu marnowanie czasu) już niedługo pokażę Wam część zdjęć, jakie zrobiłam w ciągu ostatnich dni. Pierwsza selekcja pozwoliła na wyróżnienie grupy "zupełnie się nie nadającej" i "od biedy akceptowalnej". Myślę, że kolejna będzie bardziej owocna i już niedługo będę mogła pokazać Wam efekty notorycznego biegania z aparatem.
Zdjęcia do dzisiejszego posta były zrobione przed około dwoma tygodniami, kiedy ulice nie były jeszcze kompletnie białe i przerażająco śliskie, a o śniegu w grudniu jedynie nieśmiało marzyłam. Mogę śmiało powiedzieć, że doświadczyłam tego niesamowitego uczucia, kiedy wieczorem o czymś myślisz, a następnego dnia rano zdajesz sobie sprawę, że myśl stała się rzeczywistością. Dokładnie tak było ze śniegiem w Święta w moim przypadku - największa niespodzianka jaką mogłam sobie wyobrazić. Wracając do stroju, nie sądzę, żebym dziś odwarzyła się zdjąć płaszcz choć na chwilę - przy -11 stopniach ledwo mogę wyobrazić sobie zdjęcie rękawiczek chociaż na moment - jednak oversizowy Tshirt przyjechał ze mną do domu i powoli staje się jedną z moich ulubionych części garderoby na codzień. 
Miłego dnia!
















TAILORED Coat
MANGO Pants
F&F T-shirt
LASOCKI Boots
MOHITO Necklace
H&M Earcuff
VINTAGE Purse

Tuesday, December 23, 2014

Merry Christmas!


Dear loves! There are literally hours left to those amazing days that should be full of rest, love, friendship, smiles and hugs. And this is exactly what I wish you. Don't let anything ruin or interrupt this wonderful time. No matter if you're rushing in the kitchen, decorating a Christmas tree, having fun on snowy slops or travelling home for Christmas, I hope each of you will have an amazingly pleasant time with your family and friends when celebrating. I wish you especially two things. I'm mentioning them because these are what I would also want for myself. First, I wish you reliving all the stresses, forgetting about all of the unpleasant moments, disappointments and fights and finding a lot of calmness and peace during holidays. Second, when you already deal with the first one, I wish you charging your batteries to the 100% level and gathering as much positive energy as possible, so you can step into the new year ready to conquer the world with a smile on your face and positive attitude in your mind. Merry Christmas and enjoy your holidays!

PS. Since the Christmas songs are present everywhere, I wanted to share with you my absolute top 3 (except for the beautiful Christmas carols):

Enjoy!


Moi drodzy! Do Świąt zostały już dosłownie godziny (nieco więcej niż bym chciała, ale czas na szczęście płynie). Przed nami te wspaniałe chwile pełne odpoczynku, spokoju, miłości, uśmiechów i uścisków. I tego właśnie Wam życzę. Nie pozwólcie, aby cokolwiek stanęło zniszczyło albo przeszkodziło w ciągu tych dni. Bez względu na to czy uwijacie się teraz w kuchni, ubieracie choinkę, może szalejecie na stoku albo jesteście w drodze do domu mam nadzieję, że dla każdego z Was te Święta będą niezmiernie przyjemnym czasem, spędzonym z rodziną i przyjaciółmi. Przede wszystkim chciałabym życzyć Wam dwóch rzeczy. Wspominam o nich, bo właśnie tego chciałabym także dla siebie i swoich bliskich. Po pierwsze, wykorzystajcie ten czas, żeby uwolnić się od wszystkich stresów, zmartwień, zapomnieć o kłótniach, rozczarowaniach czy innych nieprzyjemnościach.  Zastąpcie je duuużą ilością spokoju. Po drugie, kiedy już uporacie się z tym pierwszym, życzę Wam, abyście w pełni naładowali swoje baterie i wkroczyli w nowy rok pełni tej pozytywnej energii, gotowi na nowe wyzwania z uśmiechem na twarzy i optymizmem w głowie! Wesołych Świąt!

PS. Skoro piosenki o świątecznej tematyce słychać dosłownie wszędzie, postanowiłam pokazać Wam, które znajdują się na mojej ścisłej liście ulubionych (oprócz kolęd oczywiście):

Miłego słuchania!











Thursday, December 04, 2014

Winter palace

         More than a week ago I managed to keep posting systematical, though, that state turned out to be just momentary. When the collision of matters happens and the mess appears on my calendar, it has to be decided which of affairs are important and which are the most important. In my case, university is always the most important. Although, today is the day when I'm lying on my bed, scouring magazines, checking out the blogs and watching the episods of "Sex and the city" (no, I don't mind I've seen each of them around 56781 times) and remain unpunished and without any remorse. Coming back to the score, nothing is gonna interrupt my work on the blog right now and I'm coming back with something that has never appeared here before - interiors. 
      For me this is the best time (and season) to post this. Even though I still discover new inspirations, this 'winter' style inside happens to be closest to my heart so far. Wooden walls, warm colors, white furry leathers,  fireplaces and warm ligths. 
       When in October I moved in to the new apartment I couldn't allow myself to go mad with decorating - first of all this is rented, second of all it's no bigger than 15 squared meters I guess (although I learned that there's no better trigger for our creativity than small space). While living in the previous apartments I never really cared about how 'mine' that is - I always knew it was just for one year and for some irrational reason it seemed to me that its look for those months didn't matter at all. And suddenly, when I moved to the place number 3 (counting from starting uni) I initiated wanting this apartment - which is supposed to be my oasis for resting, studying, sleeping - to be more personalized which means cozy, comfortable, simply mine. In the end, it hadn't taken a lot to feel it - pics and posters in plain frames, white leather on my chair and scented candles and that's it. 
      With the pics below I wanted to show you the essence of the 'winter style' I love so much. Number 1 and 2 are definitely modern, minimalistic and a bit ascetic when 3 and 4 are more traditional. My favorite is number 4 (I'd like to spend whole winter there). Which one do you like most?

      Systematyczność jaką niedawno udawało mi się utrzymywać na blogu okazała się chwilowa - kiedy następuje kolizja zajęć i robi się bałagan w kalendarzu, a sprawy należy zacząć dzielić na ważne i ważniejsze, uczelnia zawsze jest tą najważniejszą. Jednak dziś jest ten dzień, kiedy mogę bezkarnie i bez wyrzutów sumienia leżeć na łóżku przeglądając magazyny, blogi i jednym okiem oglądając odcinki "Seksu w wielkiem mieście" (nie, nie przeszkadza mi, że każdy z nich widziałam 56781 razy). Mimo że jestem fanką takich intensywnych tygodni jak ten ubiegły, to jednak brak tego uczucia z tyłu głowy, że jest jakaś niecierpiąca zwłoki sprawa, jest wielkim komfortem. Wracając do meritum, teraz, gdy już nic nie stoi na przeszkodzie, żebym poświęciła trochę czasu blogowi, postanowiłam opublikować coś, co jeszcze nie pojawiło się na stronie - wnętrza. 
         Dla mnie pora na taki wpis nie mogła być lepsza - mimo tego, że ciągle odkrywam nowe wnętrzarskie inspiracje, to narazie taki "zimowy" klimat jest mi zdecydowanie najbliższy. Drewniane ściany, ciepłe kolory, zwierzęce skóry na meblach, kominki i ciepłe oświetlenie. 
       Kiedy wprowadziłam się w październiku do nowego mieszkania nie miałam dużego pola do popisu - po pierwsze jest wynajęte, a po drugie ma jakieś 15 metrów kwadratowych (za to nauczyłam się, że nic tak nie pobudza kreatywności jak mikro przestrzeń). W poprzednich mieszkaniach nigdy nie przywiązywałam wagi do jego wystroju - zawsze wiedziałam, że wprowadzam się tylko na rok i z jakiegoś irracjonalnego powodu wydawało mi się, że to jak będzie ono wyglądało przez te kilkanaście miesięcy nie ma większego znaczenia. I nagle, wprowadzając sie do mieszkania numer 3 (licząc od początku studiów) zapragnęłam, żeby miejsce, które przeznaczone jest do odpoczynku, nauki, spania dawało mi poczucie, że jest choć trochę spersonalizowane, a co za tym idzie komfortowe, zaciszne, po prostu moje. Koniec końców, niewiele trzeba było, żebym poczuła się jak u siebie - plakaty i zdjęcia w jasnych ramach, zapachowe świece i biała owcza skóra na krześle (teraz to prawie fotel :) ) wystarczyły.
      Za pomocą zdjęć poniżej chciałam pokazać Wam co dla mnie jest esencją "zimowego stylu". Dwa pierwsze są zdecydowanie nowoczesne i minimalistyczne, a numery 3 i 4 raczej tradycyjne, ale wszystkie doskonale wpisują się w klimat (detale robią swoje). Mój zdecydowany faworyt to domek w kompleksie Chardon we Francji, czyli ostatni w tym poście. Który Wam podoba się najbardziej?

1. The Omnia Hotel, Zermatt, Szwajcaria 




2. Hotel Eden, Bormio, Włochy 









3. Chalet Gentianes, Courchevel, Francja 







4. Chalet Chardon, Val d'Isere, Francja 









Pictures from: travelpod.ie, mapplr.com, globbi.com, mountainexposure.com, onekindesign.com, ski.mantigcollection.com, ultimateluxurychalet.com, herbal-solo.com

Wednesday, October 15, 2014

It's not so bad



I am officially giving up on complaining on weather getting worse or cold (however, I wouldn't mind if my new apartment got finally heated). These yellow and orange walls of leaves made me think: "Calm down girl, look how pretty this is!". And they were quiet convincing. Also reminded me of those non- meteoric virtues of October - decorating my new apartment (I have planned this for the first time for three years and actually aim to bring it to life - I'm pretty curious how it's gonna turn out in a place where I am able to do no more than turning around), coming back to the uni (yeah, it's second week of class so I'm stopping to consider it virtue) and completing my fall-winter wardrobe (yesterday was the last bare legs day). I'm starting to think this change of season is actually giving me more energy and enthusiasm instead of taking it away. I hope it's not disappearing any soon. Have a good week!

Oficjalnie przestaję narzekać na sypiącą się pogodę czy zimno (chociaż nie kłóciłabym się, gdyby zaczęto już ogrzewać moje nowe mieszkanie). Takie żółto-pomarańczowe ściany liści to widok, który każe myśleć: "Uspokój się dziewczyno, zobacz jak ładnie!". I jest całkiem przekonujący. A przy okazji przypomniał mi o tych nie meteorycznych zaletach października - urządzaniu nowego lokum (od trzech lat po raz pierwszy naprawdę to zaplanowałam i mam zamiar zrealizować - ciekawe co wyjdzie na metrażu, gdzie można obrócić się wokół własnej osi i niewiele więcej), powrocie na uczelnię (drugi tydzień zajęć to już dobry moment, żeby powoli przestawać uważać to za zaletę) i kompletowaniu jesienno-zimowej garderoby (wczoraj był ostatni dzień biegania po parku z gołymi nogami). Przesilenia przesileniami, ale mnie chyba wręcz doładowują. Oby ta energia i zapał nie ulotniły się za szybko! 












H&M Dress
GINO ROSSI Bag
PARFOIS Bracelet & Earrings
TRUFFLE Cut Out Boots
VINTAGE Jacket 
(with sewn leather pieces)