Strony

Sunday, April 10, 2016

Złowroga Ostryga poleca - książka na wieczór


„Kolejna książka paryżanek o paryskości” – to pomyślałam, kiedy w zeszłym roku usłyszałam o „Bądź paryżanką…” i postanowiłam wyprzeć ze świadomości fakt, że nagle wszyscy chcą być bardziej francuscy, niż Francuzi. Co się zmieniło od tego czasu? A to, że wyszła książka Garance Dore, względem której moje uczucia to już chyba miłość. Skoro jej się udało przygotować (celowo piszę przygotować, bo „napisanie” książki, gdzie cytaty i zdjęcia pełnią rolę równie istotną, jak teksty autorki, to określenie zarówno niepełne, jak i trochę na wyrost) książkę przemawiającą do tysięcy kobiet, prostą w przekazie, momentami dobitną (w najpozytywniejszym ze znaczeń), to może pora zrewidować poglądy i dać szansę też kolejnej? W związku z tym, widząc ją w Empiku, rączka sama powędrowała w jej kierunku (tym bardziej, że zdążyłam poczytać kilka opinii – od ekstremalnie pochlebnych, po te, że „’paryżanka’ nie zachwyca” i bardzo chciałam sama przekonać się o co chodzi). I co się okazało?


Zdaje się, że paryżanka jest w gruncie rzeczy dramatycznie wręcz romantyczna. Nie w oklepanym znaczeniu – przecież to feministka, nieugięcie walcząca o równość! – ale w znaczeniu werterowskim, trochę cierpiąca, melancholijna, radząca sobie z ciężkim losem. Jednocześnie nikt, tak jak ona nie potrafi docenić prostej przyjemności siedzenia na ławce przed domem, wystawiając twarz do słońca czy zjedzenia bagietki obserwując przechodniów.

Co jest sekretem tej książki, a zatem całej, mitycznej już paryskości? Jak dla mnie, to upraszczanie. Nie sil się, nie komplikuj, kieruj się prostotą. Znajdź przyjemność w trywialnych czynnościach, nie zapominaj o sobie na co dzień. To nie znaczy, że masz rezygnować z marzeń czy planów. Po prostu planując podróż życia, zaciągaj się zapachem nowej książki i ciesz nim.

Piszą o kwestiach miłości, nagości, ale też ubrań czy jedzenia. Feminizm i kurtuazja? Autorki udowadniają, że nie wykluczają się, a uzupełniają. Uczą jak być niezależną, jednocześnie ciesząc się z bycia u czyjegoś boku. Przygotowanie przyjęcia, sposób w jaki traktujesz swoje ciało? Tak, o tym wszystkim wspominają. I radzą - rób spektakl ze zwykłych czynności, ale nie rób teatru ze swojego życia. Kochaj najbliższych, ale nie zapominaj o związku z samą sobą. Nie myśl o tym jak o sprzecznościach – układaj swoje życie po swojemu. Uczą doceniać samotność, granatowe sweterki, czerń i rytuały pielęgnacyjne przekazane przez mamy czy babcie. Nie mówią jak pokochać swoje niedoskonałości, bo wierzą, że silne kobiety już to wiedzą. Raczej delikatnie nam o tym przypominają.

Kobietom łatwo znaleźć w tych tekstach kilka swoich cech. W moim przypadku, na przykład bycie nieznośną. Albo to, że one kupują drogie buty i nigdy ich nie pastują, a ja kupuję skórzane, wytłaczane we wzory zakładki do książek, mimo to, czytając tą, zakładałam ją paragonem z drogerii.
To taka książka na godzinę czy dwie wieczorem (dosłownie!) plus trochę przemyśleń, gdzie zdjęcia mówią prawie tyle samo, co teksty. Zawiera konkrety (dla mnie idealnie), bez zbędnego rozwlekania. Kawa na ławę, i tłumaczenia ograniczone do minimum.

Jak zbiór rad od najlepszej przyjaciółki. 

„Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś”, Empik


‘How to be Parisian wherever you are’

„Another book about how to be Parisian, written by Parisians” – exactly what I thought when I first heard of it last year and decided to erase from my head the fact that for a while everyone had wanted to be more french than French. It’s been a year and by that time I had a chance to read Garance Dore’s ‘Love x  Style x Life’ and change my mind about ‘the french thing’. I stated that if my feelings for Garance and her book can be described as love, I could give a chance to another one. That’s how I decided to buy „How to be Parisian wherever you are”. And how did it turn out?

The Parisian seems to be dramatically romantic. Not popular meaning – don’t forget she’s a feminist who strongly fights for equality of genders! More Werther style – a bit in pain, melancholic, dealing with her hard life. On the other hand, no one else can enjoy the simple pleasure of sitting on a bench, while feeling the sun rays on her face and eating a baguette.

What is the secret of the book and, eventually, this whole mythical ‘french thing’? In my opinion, making it easy. Don’t complicate, don’t try to hard, follow the simplicity. Find pleasure in some trivial activities, don’t forget about yourself. It doesn’t  mean you should give up on your plans. Just try to enjoy the smell of a new book, while thinking of your dream journey.

The authors write about love, nudity, clothes, food. Bigger stuff, trivial stuff, whole range. Feminism and chivalry? Yeah, they don’t eliminate each other but fulfill. They teach you how to be independent while living by someone’s side. Throwing a party, the way you treat your body? Yeah, they consider all of that and more. And give advices – make a spectacl out of simple activities, however, don’t make a theater out of your life. Love your favourite persons but never forget about yourself. These are not contradictions – just live your life the way you want to. They teach to appreciate solitude, black, navy blue sweaters ans beauty rituals our mothers told us about. And to love our imperfections.

Women who read it can easily find their own characteristics in the book. For example, I found my being unbearable. Or the fact the Parisians buy shoes they can barely afford and never have them polished. I buy leather bookmarks and still marked this one with a drugstore receipt.


It’s a book for an evening; an hour or two (literally) and some time for analysis. The pictures say as much as the lyrics. It’s filled with concretes (personally, I love it) and not many unnecessary explanations. Mainly specifics. Like a bunch of advices from your best friend. 

No comments:

Post a Comment